Przejdź do głównej zawartości

Zielono mi !!!

Wreszcie skończone!! Mowa oczywiście o moim etatowym "usypiaczu", czyli robótce do poduszki. Ponieważ moja praca jest dość absorbująca, zawsze między ludźmi, hałas i gwar, lubię wieczorem przerobić kilka rządków - tak dla uspokojenia emocji :)
Nie powiem Wam, jak długo je dziergałam, nie powiem też ile wykorzystałam włóczki - bo po prostu nie pamiętam!! Ba, nie pamiętam nawet jak dokładnie nazywa się ta włóczka (hm... Natura, opus coś tam, druty 3,5) Wiem za to, że jest bardzo mięciutkie i cieplutkie i baaaaaaaaaaardzo przyjemne do noszenia.
Zapytacie cóż to takiego? Ta-daaam oto moje ponczo :)

Tak wygląda prezentowane na człowieku, czyli na mnie.

Dla ozdoby dodałam kilka guziczków "drewnianopodobnych", które kiedy leżały na komodzie czekając na przyszycie wyglądały jak cukierki i  nie było domownika w naszym domu, który by się na to nie nabrał :)


Poniżej zdjęcia "na sucho" i w trakcie zszywania.




Oczywiście zdjęcia na dworze oddają prawdziwy kolor. Wzór, który wybrałam jest bardzo prosty ale efektowny.
A Wy? Macie jakieś swoje "poduszkowe" robótki?


Komentarze

Prześlij komentarz